OBYWATEL

Myśli krążą wokół kaflowego pieca
Niepokornie, chaotycznie, bez jakiegoś celu
Rośnie niepewność, poczucie bezradności
Chwieją się wartości
Pojawia się jednak myśl przewodnia, potem druga, trzecia
To oblicza buntu współczesnych kontestatorów

Ktoś nadchodzi, rozpala ogień
Ciepło wznosi się ku górze
Kafel za kaflem, staje się gorący
Trzeba zejść, poszukać innego pieca
Każdy bowiem ma swoją historię
I tworzy ją wciąż na nowo

Ktoś zapyta – gdzie to miejsce?
Co intelektualną elitę kształtuje
Pobudzając jaźń, barwiąc naszą wyobraźnię
Ćwicząc erudycję
Fundując niejedną, intelektualną ucztę
Adres jest tylko jeden: WS7

 Za oknem mrok, krople deszczu po szybie spływają, raj świateł wokół mijają.
Coraz bliżej ku końcowi dnia, gdy dusza snu zazna.
A ja wciąż zachodzę w głowę, jak to możliwe, że dwoje dobrych ludzi już nie ma pośród nas…
Pamiętam, jakby to było wczoraj, jedno pytało o drugie, a potem?
Potem policzki rumieniały, oczy się radowały, a usta wilgotniały.
Pamiętam wspólne wycieczki, wieczory, rozmowy o wszystkim, pokojową mafię i tańcowanie do białego rana…
Czasem jednak ktoś zapuka do drzwi, najpierw raz, potem drugi.
Przynosi łzy, zwątpienie i smutek.
O jakże bym chciał żeby się pomylił! Żeby się pomylił!
Czas się nie zatrzymał, mija dzień po dniu. Pozostały wspomnienia.

Krople deszczu na szybie – 01
Yaletown Street Compass

W labiryncie pełnym niepewności,
w odcieniach szarości,
w złowrogiej, przytłaczającej ciszy…
Niewiele było prostych ścieżek,
zakręt za zakrętem,
to w prawo, to w lewo, czasem wstecz.
Niczym pijana, kompasowa igła.
Im cześciej pojawiała się myśl o wolności,
tym większa rysa się tworzyła.
Gdzieś po drodze, pojawił się znak nadziei,
na zaleczenie zranionej tożsamości.
To nieprzebrana dobroć drugiego człowieka,
który wyciągnął rękę i poprowadził dalej.
Zaraz po tym, środowe rozważania o codzienności,
tej trudnej… niespodziewanej, skrywanej,
i czasem nie dającej się wytłumaczyć.
Dziś szarości nie ma, za oknem paleta kolorów,
śpiewające ptaki, zapach dzikiego bzu,
i słońce do życia budzące, muskające niejedną twarz.
I ten uśmiech – ten, który tuli do snu i budzi co świt.
I ten dotyk – na wskroś przeszywający, swym delikatnym ciepłem.
I wiele więcej…

pani pak – pace
pomyślałem, powiedziałem, poprosiłem,
parcelowałem,
przyszedłem, poleżałem, posłuchałem,
partycypowałem,
podyskutowałem, pomruczałem, posłuchałem,
parafrazowałem,
popatrzyłem, przemyślałem, pierzchnąłem,
podziękowałem,
przejechałem, przejrzałem, posmutniałem,
paladyn, padyszach, pasza

Skontaktuj się ze mną

Odpowiadam w trybie ASAP

Nieczytelne? Zmień tekst. captcha txt